|
Czytając nasz artykuł, dowiesz się, dlaczego pojęcie „narkotyk” bywa niewystarczające, a wręcz krzywdzące w stosunku marihuany i prób jej opisania, jak różni się ona od syntetycznych środków odurzających i dlaczego wiele państw klasyfikuje ją inaczej niż naukowcy. Odkryjesz, skąd bierze się zamieszanie wokół definicji, co mówi biologia, a co prawo oraz jak duży wpływ na postrzeganie tej substancji ma kultura. Przeczytasz też o różnicach między marihuaną rekreacyjną a medyczną oraz o tym, jak to możliwe, że jedna roślina może jednocześnie być lecznicza i tak kontrowersyjna. Ten artykuł pomoże Ci zrozumieć temat bez uproszczeń, uprzedzeń i błędnych ideologii. |
Choć w debacie publicznej najczęściej słyszymy, że marihuana to narkotyk, naukowo to przede wszystkim substancja psychoaktywna wpływająca na pracę mózgu. Określenie „narkotyk” jest bardziej pojęciem prawnym i społecznym niż medycznym. Właśnie dlatego w różnych krajach marihuana funkcjonuje w odmiennych kategoriach – od „nielegalnej używki”, przez „lek na receptę”, aż po „produkt regulowany jak alkohol czy papierosy”.
Kluczowe jest więc zrozumienie, że to jedna roślina, ale obecna w wielu kontekstach. W nauce liczy się mechanizm działania, a nie etykieta – i dlatego w środowisku badaczy używa się głównie terminu „cannabis” lub „substancja psychoaktywna”. De facto więc odpowiedź brzmi: marihuana nie jest narkotykiem biologicznie, lecz bywa nim prawnie.

W języku potocznym narkotyk kojarzy się z substancją silnie uzależniającą, wyniszczającą organizm, często syntetyczną i niebezpieczną nawet w małych dawkach. Tymczasem marihuana:
nie ma potencjału uzależnienia fizycznego porównywalnego z opioidami;
jest rośliną, nie syntetykiem;
jej toksyczność jest wielokrotnie niższa niż alkoholu;
w medycynie stosuje się ją jako terapię (lek) uzupełniającą, a czasem także główną.
Mimo to wiele systemów prawnych wrzuca wszystkie substancje psychoaktywne do jednej kategorii, co upraszcza debatę, ale nie oddaje rzeczywistości. W efekcie powstaje mit o marihuanie jako narkotyku, który ma niewiele wspólnego z faktami.
Używa słowa „narkotyk” jako jedynego określenia marihuany.
Zakłada, że każda substancja psychoaktywna = substancja niebezpieczna.
Porównuje marihuanę do opioidów, amfetaminy lub dopalaczy.
Twierdzi, że „roślinne, więc bezpieczne” albo „zakazane, więc groźne”.
Nie rozróżnia działania THC i CBD.
Nie zna różnicy między toksycznością a psychoaktywnością.
Nie kojarzy, że wiele leków też jest substancjami psychoaktywnymi.
Pomija kontekst prawny, kulturowy i medyczny.
Warto rozróżnić te dwie formy użycia, bo mają odmienne cele, odmienne działanie i odmienne regulacje. Marihuana medyczna:
ma standaryzowany skład, kontrolowany poziom THC i CBD;
stosowana jest w leczeniu bólu, stwardnienia rozsianego czy padaczki;
przepisuje ją lekarz po dokładnej kwalifikacji;
nie ma nic wspólnego z przypadkowymi produktami z czarnego rynku.
Z kolei marihuana rekreacyjna:
może mieć nieprzewidywalny skład (poza rynkami legalnymi, gdzie użytkownicy sami sadzą nasiona i uprawiają marihuanę bądź kupują ją w legalnych sklepach konopnych;
różni się stężeniami THC, więc może działać inaczej w zależności od odmiany;
bywa używana dla relaksu, osiągnięcia euforii lub odczucia spokoju.
To zderzenie dwóch światów w jednej roślinie sprawia, że klasyfikacja staje się jeszcze trudniejsza – substancja ta potrafi być jednocześnie i terapeutyczna, i ryzykowna. Co to wszystko oznacza? Że trzeba na marihuanę patrzeć globalnie, całościowo, a nie tylko zawężając ją do jednego, często ograniczającego swobodny namysł poletka.

Odpowiedź tkwi w różnicach indywidualnych oraz kontekście użycia. Dla części ludzi marihuana działa relaksująco, poprawia nastrój, pomaga zasnąć. Dla innych może wywołać lęk, przyspieszone bicie serca czy dyskomfort psychiczny – nie wszyscy muszą ją lubić i nie na każdego zadziała przyjemnie. Czynniki, które mają znaczenie na wystąpienie efektów niepożądanych:
wiek (młody mózg reaguje silniej);
częstotliwość używania;
predyspozycje do zaburzeń lękowych/psychotycznych,
dawka THC;
środowisko, w którym używa się marihuany.
Nie jest to więc substancja wyniszczająca jak silny narkotyk, ale też nie jest nieszkodliwą zabawką. To narzędzie – i jak każde narzędzie, bywa różnie używane i może mieć różne zastosowania. Nie warto jednak za żadne skarby demonizować cannabis, gdyż zawsze przynosi to więcej szkody niż pożytku.
Zdecydowana większość badań określa marihuanę jako substancję psychoaktywną o umiarkowanym potencjale uzależniającym, niższej toksyczności niż alkohol, ale wyraźnym wpływie na funkcjonowanie poznawcze. Naukowcy podkreślają szczególnie:
możliwość uzależnienia psychicznego (nie tego fizycznego);
wpływ THC na pamięć krótkotrwałą – zaburza ją, ale po odstawieniu efekty uboczne utrzymują się krótko i szybko zanikają;
ryzyko pogorszenia funkcji poznawczych przy długotrwałym, intensywnym używaniu – z zastrzeżeniem, że owe funkcje wracają do normy po okresie abstynencji w przeciwieństwie na przykład do zniszczeń wywołanych alkoholem;
potencjał terapeutyczny w wielu obszarach medycyny.
Oznacza to, że marihuana nie pasuje ani do kategorii „narkotyk twardy”, ani do kategorii „niegroźna roślina”. Jest pomiędzy – i to trzeba jasno powiedzieć, ale zdecydowanie bliżej bezpiecznego bieguna.

Marihuana nie jest narkotykiem w sensie biologicznym, bo nie działa jak klasyczne narkotyki, nie ma takiego profilu toksyczności, nie uzależnia fizycznie i nie wpisuje się w medyczne definicje tej kategorii. Jest natomiast substancją psychoaktywną, która w zależności od kraju:
prawnie może być traktowana jako narkotyk;
medycznie może być lekiem;
społecznie może być używką rekreacyjną.
I dlatego całe zamieszanie wokół niej trwa tyle lat, a marihuana wciąż pozostaje jedną z najbardziej niejednoznacznych substancji. Dlaczego? Bo łączy w sobie cechy używki, narzędzia terapeutycznego i rośliny o działaniu psychoaktywnym. Nazywanie jej narkotykiem upraszcza temat, ale nie oddaje pełnego obrazu jej działania oraz zróżnicowanych zastosowań. Najważniejsze jest to, by podchodzić do niej świadomie, rozumiejąc zarówno jej potencjał, jak i ograniczenia.
Biologicznie – nie, bo nie działa jak klasyczne narkotyki i nie uzależnia fizycznie. Prawnie jednak bywa tak klasyfikowana, co wynika z regulacji, a nie z mechanizmu działania.
Może powodować uzależnienie psychiczne, zwłaszcza przy częstym i długotrwałym używaniu, ale potencjał uzależniający nie jest wysoki. Nie wywołuje jednak uzależnienia fizycznego porównywalnego z alkoholem czy opioidami.
Medyczna ma kontrolowany skład i jest stosowana pod nadzorem lekarza, wypisywana na receptę. Rekreacyjna może różnić się stężeniem THC i jakością, szczególnie jeśli pochodzi z niepewnych źródeł, chyba że jest uprawiana z nasion o pewnym pochodzeniu – na przykład z GanjaFarmer lub innych zaufanych marek.
Jest mniej toksyczna niż alkohol, ale nie jest całkowicie wolna od ryzyka. Jej bezpieczeństwo zależy od dawki, częstotliwości i indywidualnej podatności użytkownika.
U niektórych osób może wywołać lęk, dezorientację lub dyskomfort psychiczny. Szczególnie podatne są osoby z predyspozycjami do zaburzeń psychotycznych lub lękowych. W większości przypadków działa jednak w przyjemny sposób – tak fizycznie, jak i psychicznie.
Tak, wykorzystuje się ją m.in. w leczeniu bólu, padaczki lekoopornej, nudności czy spastyczności mięśni. Jej działanie terapeutyczne wynika głównie z CBD i kontrolowanych dawek THC oraz innych kannabinoidów i pozostałych substancji w niej zawartych.
Nie, bo rozwijający się mózg jest bardziej podatny na działanie THC. U młodzieży ryzyko negatywnych skutków jest wyraźnie wyższe niż u dorosłych.
Toksyczność marihuany jest niższa, a ryzyko fizycznego uzależnienia minimalne. To jednak nie oznacza, że jest zupełnie bezpieczna, bo nadal wpływa na pamięć, uwagę i percepcję, ale jest zdecydowanie mniej niebezpieczna niż alkohol.
Nie w sensie śmiertelnej dawki toksycznej – taka dawka jest praktycznie nieosiągalna. Można jednak doświadczyć efektów ubocznych, które mogą okazać się nieprzyjemne, ale w dobrych warunkach i przy używaniu odpowiedniej marihuany w optymalnej dawce jest to rzadka sytuacja.
Wiele krajów idzie w kierunku legalizacji lub dekryminalizacji, więc trend jest wyraźny. Ostateczna decyzja zależy jednak od polityki, badań i presji społecznej danego państwa czy narodu.